środa, 7 kwietnia 2010

Stypa w remizie


Albinie mój,

Pochówka mego nielota dokonać mnie przyjdzie samemu. Żal i ból pożerają me serce niczem słońce sople. W ostatnim pożegnaniu towarzyszyć jej będę tylko ja. Niemniej potem skromny poczęstunek suto zakrapiany odbędzie się w remizie wierzchleskiej. Zapraszam Cię kumie. Powspominamy, zatańczymy... Przesyłam oficjalne zaproszenie. Do zobaczenia w tym smutnym dniu.

Epitafium dla kury


Anatolu, rebrata!

Obcasowo zacznę i z kopyta, bo i konia ostatnio Wieśkowi podkuwałem, za czym melodię do riposty posiadam. Jakem czytał historię kury Twojej, klocek mię sie odezwał niczym ten kret, co mi przy piątku zaczął ogrodzenie forsować. Nie baczył na weekend człowieczy, co to w pejerelu jeszcze co znaczył, bo i wolne od natury dawał. Ale szlag trafił czas historyczny i wraz z wolnym rynkiem jak widać nie tylko mój sąsiad Włodzimierz się znalazł, a widzę – parkuje w poprzek drogi przy pasiece swoje nowe zielone Polo. Krety również w kapitalizmie pazerność swą ćwiczą.
Mając więc na uwadze wszystek uwag owych we wstępie poczynionych, zaakceptować musisz, żem epilog opowieści Twojej dokończyć musiał tam, gdzie odbywa się epilog wszystkiego na mej ziemi. W obramowaniu mego wojennego wychodka, co go matka jeszcze, łzy roniąc, zbijała. Towarzyszyłem więc Twej kurze w jej podlotkach przedśmiertnych a pot palcy Twych w filcach i moim stawał się udziałem. A tragizmu całości, który w mig już teraz pojmiesz, dodawał Twej opowieści ostry sos brzozowy wczoraj w mych trzewiach osiadły i światło słabe, jeno przez od klucza dziurę wpadające, co to raz na atramencie, raz w czeluściach pod jajami memi przedpołudniowym kładło się blaskiem.
Sopel to chuj przedchrześcijański! – winno się na murze wypisać. Za czym zastanowić, czy aby na pewno o to chodzi, ale co by innego lepiej fakt następujący tłumaczyło: mianowicie – że gdyby nasz pan bóg losem swej kury akurat się zajął, inną by jej śmierć przeznaczył – godną i chrześcijańską, między widelcem, nożem i dziesięcioma palcy twemi? A tak zadziałały siły nieczyste. Jakie? Nie wiem. Ale tak ja w to wierzę pełnią trzewi swoich jak wierzą i one ze mną – swą powłoką – w uzdrowicielską moc rosołu! I wyobraź sobie Anatolku, że tak mnie te fale gorąca nachodziły nerw powodując i żyłę na czole widoczną, gdy nagle! – uspokoił się człowiek wraz z ostatnią kropką, bo uprzytomnił sobie, że jest kilka rzeczy stałych na tym świecie: 1) że pranie strzepane nie zazna równowagi żelaza 2) że zboże siane od lewej pod włos jesienią wyrośnie 3) że nie ma bardziej słownego człeka od Anatola i bardziej naturze udomowionej oddanego.
I za tym wiosna jakby się odczarowała. I wiedz, mój kumie, że w tym to oto momencie, śniegi wokół puściły i słonko izbę promieniami zalało, przywołując wszystek much podłogowych do życia. I tak być to widocznie musi, Przyjacielu, że kiedy jednemu pupil umiera, drugiemu pupil odżywa, by w każdym momencie dnia na ramieniu lub czole towarzyszyć.