
Kumie mój, słuchaj co zacz:
Jaki koń jest, każdy widzi. Nie ma takiego cwaniaka na tym ziemskim padole, co mnie prawdę teł odwieczną odorem zwątpienia przysłoni. Co innego taki ciągnik – koń myślą techniczną przegniły. Owies proszę ja dla Ciebie, bożą strawą jest z pewnością. Ropa taka – to już nie wiem. Niby też z jądra ziemi spękanej wydobyta, co to Boga walcem uformowana, jednak jakoś dla mnie cywilizacyji piętnem jest jebnięta. I już ta prosta dychotomia między naturą a kulturą, determinuje moje poczynania, ba wręcz świata pracy i roli przeklętej, postrzeganie. Nadciągam ja jednak, niech Cię ziewanie nie zmyli, od abstraktu do konkretu, bratku.
Otóż cuś mnie tknęli ranka tydzień wstecz i pół dnia temu. Wstałem jak i co dzień, z pianiem koguta za brat-pan, skręta z domieszką wilczych jagód podjarawszy, w ustęp się udałem. Za stodołą, jak to zwykle dzień w wychodku zaczynałem. Czytam Ci ja w najlepsze opowieści o bohaterze z opolskiego ZWM, i słyszeć poczynam odpalanie ciągnika, nieomylnie. Stukot, warkot... Nie odpalił. Drugi stukot, trzeci warkot – nie odpalił. Gnić zaczynam serdecznie do siebie (cały proces wychodkowy przyśpieszając), że sonsiadowi znowu nie wyjdzie załączanie maszyny piekielnej, Ursusa marką sygnowanej. Zaskoczył jednak motór po chwili i na wysokie obroty wnet zawędrował. I teraz to mnie uśmieszek z twarzy wziął sszet, bom się kapnął, jak rolnik po szkodzie, że bliskość silnikowego popierdywania, dziwnie nadmierna. Toć to mój własny ciągnik przez jakiegoś bęcwała odpalony został! Wybiegam ja rozumisz, bez tyłka papierem przesmarowania, na chłód (toć poranki wrześniowe upałem nie urzekają), i dawaj ryja drzeć! Biegnę na boso, wstępując co raz w kurzymi bobami upstrzone hot spoty. Łzy mnie kapać ze złości zaczynają, bo widzę już „kto”, więc wiem ino „co” się zaraz stanie. Najebany jak szpadel Miecio Kalina popyla w szoferce mego traktora i niechybnie w oborę zaraz przypiździ! Jakem wymyślił, tak on uczynił. Poduszka powietrzna wystrzeliła, Miecio czoło nietknięte zachował i zemdlał wiedziony nadmiarem alkoholu we krwioobiegu.
Traktor... Jedno Ci powiem – do kasacji iść musiał. W życie zwątpiłem. Mieciowi dupsko ogolę jak go gdzie spotkam, namaluję rower, zdjęcia zrobię i na tablicy z ogłoszeniami parafialnymi będę co niedziela w nowej odsłonie publikował. Chuj z zemstą – to topos stary i przenicowany na drugą stronę tyle tysięcy razy, że mnie już kiwnąć palcym na niego się w tej korespondencji nie chce. Powiem Ci ja co innego. Otóż czym ja pole orać będę? Stara moja truskawki zbiera w Laosie, dolary tylko czasem przyśle, toć sam radzić sobie muszę. Chomąta na odległość ma luba nie przywdzieje. Traktor był i nie ma, to nowy kupić trzeba. Czemu jednak ja tego piekielnego, ropą silącego się mechanicznego bękarta, zakupać znów muszę? Sram ja na tę kulturę! Naturę toć wielbię i jej swą pracę podporządkuje! Zara Ci jutro napiszę, com obmyślał, bo w krzyżu mnie łamie i muszę się na grochu na godzinkę położyć...
Anatol wypocił ten wpis ze specjalnymi względami w stronę Kornelii kierowanymi.
A czemu nie Korci drogi Anatolu ?
OdpowiedzUsuńBo ja śmiałości do kobiet nie posiadam. A może i moja stara swe oko kaprawe tutaj zapuści!
OdpowiedzUsuń