
Drogi kumie mój, najdroższy!
Cóżem uczynił światu temu, że mię skazać postanowił na cierpienie wszeteczne? Odejście nielota tak nagle spadłym soplem przesądzone, okazało się karą za mój żywot zbyt lichą! Oto dzień już drugi po stypie dojść do siebie nie mogę, wiedziony głowy pękaniem i poczuciem winy, żem się najebał tak niemiłosiernie. Siedzę, rozumisz kumie, w kącie izby skulony, niepewny czy ściany krzywdę chcą mię uczynić, pocę się na każdy szmer gdzieś na strychu. Czy to myszy harcują czy czart próbuje o zawał mięśnia sercowego mię przyprawić, by potem pożreć me ciało i trawiąc do piekła sprowadzić? Nic to, wiesz jeno sam dobrze, że nieraz na ciężkim kacu człowiek delikatny i wrażliwy jak komar, a i tak samo bezbronny jak te plugawe owadzisko, gdy siedzi na paluchu i krew słodziuchną spija w najlepsze. Inna rzecz, obok otwartości emocjonalnej nadmiernej, kaca stan określające, jest bez wątpienia „cwaniakowanie na kacu”. Przez mą prababkę marka to wymyślona, na uczczenie terminologiczne kuksańca szafką zadanego sobie samemu w czoło przez pradziadka mojego, w czasie przesilenia poalkoholowego. Sprawa ma się tak: masz kaca? Siedź w domu i się nie ruszaj. Trwaj na posterunku swego bezpieczeństwa bezczynnie, niczym Żyd przestrzegający nakazów Szabasu. Powiem Ci ja, i to nie przesada - każda czynność jaką wykonasz grozi urazem, kalectwem, a nawet, że i zgonem z miejsca! „Cwaniakowaniem na kacu” jest ino wszystko. Tak! Każda czynność to wtedy cwaniactwo, buta i brawura skierowana Tanatosa w nas zakorzenionym pędem do śmierci. Abyś słów mych bez serca nie traktował, dam ja parę przykładów z egzystencji swych wydestylowanych:
- Po najpierwsze, nie zostawiaj na gazie, ni na piecu drewnem opalanym, żadnej strawy, broń Boże! Kluski fusate wąs zapuszczą tak ciemny, że nie znajdziesz w jego gąszczu nic, co mógłbyś zjeść. Zapomnij o pichceniu, bo zaśniesz naprędce – a dobrze jak chata nie spłonie!
- Po drugie, jak kaca na zimnie znosisz, nie pakuj Ty zadka do samochodu celem odpalenia motoru i zagrzania skostniałych łap i kulasów. Zaśniesz i benzynę caluśką wypizdrzysz! Do domu nie wrócisz, zmarźniesz, zczeźniesz!
- Po trzecie, przed zakrapianiem srogim dzień wcześniej zaopatrz się w papier toaletowy, bo jak poranne trawienia skutki pogonią w ustęp, ostaniesz się tylko z własnymi dłońmi swemi!
- Po czwarte, jak babę masz w domu, połóż się krzyżem dzień przed libacją i przeproś siarczyście za to, co wyczyniać Ci przyjdzie dnia następnego! Może unikniesz babskiego łomotu. Mnie wpierdol ongiś spuściła luba, co łapy miała jak bochny. Opuchlizna mnie z ryja dwie niedziele nie zeszła!
- Po piątę, najdroższy, zarygluj drzwi i połknij klucz, który wydalić Ci przyjdzie już postkacum i wyjdziesz na luzie z chałupy. Kędy nie uczynisz tego przykazania, byle listonosz przyjdzie Ci chatę opierdzieli, a Ty chrapać będziesz, jeno powietrze zamieniając sukcesywnie w roztwór procentami nasycony.
Nadzieja ma w tym, że przetrwasz to wszystko, choć optymista to ja nie jestem, wiedząc ileś przy stole wypoił. Pisz bratku, jakie ze stypy wspomnienia ugrzęzły w jaźni Twej szlachetnej!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz