Anatolku, bracie mój, juho wypłowiała, witam Cię serdecznie! Powiedz, raz się z dupska człowiek ruszy i już świat się wali. Tutaj cieplej tak jakby ale co i z tego kiedy człek dzisiaj po się przebudzeniu i wewstaniu z łoża swego na terasę wyszedł, członki swe rozłożyć-rozprostować i zapomniał jak to i w jakiej mierze oblicze swe słońcem skąpać i ile to czasu pod błonkitem nieba bezchmurnego spędzić, żeby dla zdrowia ze skutkami dobrymi wyjść? Zapomniał baran jak cielęciem był i spiekł se plecy i łopatki pospołu, tak że nie wie, czy kiego kefira przed noco nie nałożyć, pędźlem nie rozprowadzić i czy może czego jaszcze w rzeczonej sprawie nie zmyślić...
Człowiek nie wie. A jak nie wie to pyta drugiego człeka, co by on może wiedział, albo znał trzeciego co wie. Ale z trzecimi to już nie wie się nic. Bo to nie sąsiad. Zresztą - sąsiada też nie znasz. Bo jak poznasz, jak nie znasz? No nie wiesz. A poznasz? Nie... Toć jeden ku chwale wzajemnego poznania historię zapodał mi tę:
Sołsiedowi memu, słuchaj bracie-panie, razu pewnego coś w okno napierdala. Szyba trzeszczy, kot się na piecu spłoszył, grzbietem swym po sufit sie wypiął, parska, syczy, "kij czort, kurwa", myśli sołsied i ku oknu swe oblicze zbliża. Patrzy, kurwa, a tam jaki czarci pysk w istocie. Ale - myśli dalej - "w nocy same czarty, boć ciemno, słonko śpi, więc może nie-czart" - i wtem jak mu nie pierdyknie w szybę znowu, bo okno nisko, z metra od ziemi nie bełdzie - przygląda sie sołsied, przypatrywa, a tu odyniec panie! Wielkie dziczysko stoi i chromoli coś tam od strony świata i nocy do wnętrza chaty jego... Wielki chuj. Myśli Ignac (ten to sołsied właśnie), "nie wpuszczę buca, bo mi całą rzodkiew weźnie wpierdoli". A jak rzekł, tak i nie uczynił.
A we wstosunku do pozdrowień nadmienić Ci muszę zakup mój zeszłoniedzielny. Radio sibi w łapska wleciało na wiejskim targu, krojone od tirowca przycinającego komara nie dalej jak rzut bełtem od naszej leśniczówki. Prawie darmo odestąpione umożliwi mnie nawiązanie z Wieśkiem naszym kontaktu i tudzież flaszki zrobienia drogą radiową, pełną sentymentów i wzruszeń.
Człowiek nie wie. A jak nie wie to pyta drugiego człeka, co by on może wiedział, albo znał trzeciego co wie. Ale z trzecimi to już nie wie się nic. Bo to nie sąsiad. Zresztą - sąsiada też nie znasz. Bo jak poznasz, jak nie znasz? No nie wiesz. A poznasz? Nie... Toć jeden ku chwale wzajemnego poznania historię zapodał mi tę:
Sołsiedowi memu, słuchaj bracie-panie, razu pewnego coś w okno napierdala. Szyba trzeszczy, kot się na piecu spłoszył, grzbietem swym po sufit sie wypiął, parska, syczy, "kij czort, kurwa", myśli sołsied i ku oknu swe oblicze zbliża. Patrzy, kurwa, a tam jaki czarci pysk w istocie. Ale - myśli dalej - "w nocy same czarty, boć ciemno, słonko śpi, więc może nie-czart" - i wtem jak mu nie pierdyknie w szybę znowu, bo okno nisko, z metra od ziemi nie bełdzie - przygląda sie sołsied, przypatrywa, a tu odyniec panie! Wielkie dziczysko stoi i chromoli coś tam od strony świata i nocy do wnętrza chaty jego... Wielki chuj. Myśli Ignac (ten to sołsied właśnie), "nie wpuszczę buca, bo mi całą rzodkiew weźnie wpierdoli". A jak rzekł, tak i nie uczynił.
A we wstosunku do pozdrowień nadmienić Ci muszę zakup mój zeszłoniedzielny. Radio sibi w łapska wleciało na wiejskim targu, krojone od tirowca przycinającego komara nie dalej jak rzut bełtem od naszej leśniczówki. Prawie darmo odestąpione umożliwi mnie nawiązanie z Wieśkiem naszym kontaktu i tudzież flaszki zrobienia drogą radiową, pełną sentymentów i wzruszeń.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz