czwartek, 13 sierpnia 2009

Zaranie dziejów



Witam Cię koleżko,


Azali kiedykolwiek tym bardziej sytuacja we Wierzchlesiu nie była tak dramatyczna. Oto przez ostatnie 48h jebało deszczem z nieba, że aż strach. Pierwszą połowę z owych 48h znasz i Ty młody bałwochwalco (jake gość mój ówczesny), jednak druga do czasu odczytania tego listu stanowiła dla Cię nieodkrytość, strach, zagadkowość. Dopiero teraz asfalt sechnie, kury na nowo wyszli z kurników i próbujo latać celem manifestacji euforii ze stopem deszczu związanej. A ja... Cóż ja mogę? Bo i cóż mi robić przyjdzie, niezgule? Wczoraj opierdalał się niemożebnie, a dziś cóż... Usiat do tych rzeczy, pism, zmazów, polucji, ażeby z Tobą wątpliwej wartości kumoterstwo podtrzymać. I będzie drążył, wiercił, się zmagał on. Odzywaj się jak tam, czy coś wyrosło za chlewem.

Wiesiek, Kasia, mały Miecio i Grażynka przesłali kartkie znad Morskiego Oku:

Pogoda tu z dupy, niedźwiedź wjebał małemu Mieciowi pączka wprost z dłoni, po czym wypluł, bo chyba mu nie smakowało, pada kurwa, wieje, grad nakurwia raz na czas, kończę, bo widzę zbliżającą się trąbę powietrzną. Szkoda, że was tu nie ma, bo by się Starą po flaszkę posłało!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz