sobota, 15 sierpnia 2009

Zawiść międzypłotowa i skutki jej tragiczne


Bratku, Tobie, jako że czytam, na sentymenty ojczyźniane, kresowe się zebrało. Durnyś nie jest, mój wątpliwej wartości rozum pod piastowską kopułą chowany zawsze to wiedział. Lecz nie w smak mnie teraz do lirycznych wynurzeń stosunku nabrać, jako że głowa ma stroskana zajęta odwieczną opozycją myślenia, konstruktu, abstrakcji zaprzątnięta została. Czasownik "robić" się w duszę mą wkradł – niewdzięczny to buc. Toć znam go, jak stara krowa zna Burka ujadanie, kiedy dziad otwierał o świcie obory podwoje. Wychodziła ona nieczysta, ażeby świeżości powietrza odebrać, co jej przykazane. Uwiesiłem się na czerstwiejącym płocie w poranka tego znoju. Pomyślałem: "Nie myśl". To tylko niesnasków wszetecznych ból ci przyniesie. Jakem pomyślał, takem uczynił. Pełen spokoju, przez lata zrozumianego, wypracowanego. Mimo to, ku swemu zgnojeniu, ujrzał ja w cieniu stodoły sąsiada spoconego, truchlejące jego oblicze w znoju roboty od godziny przynajmniej celebrowanej, jake kropli potu roszące jego flanelowe kaszuli świadczyli. Chciał ja ukląć na kolana doznaniem absolutu wiedziony. Ale myślę "Nie! Po moim trupie dam ja świadectwo robakowi temu mego uznania!" Zakasał rękawy ja, blizny spowojnia się uwydatniły, kiedym z bratem na sierpy o miedzę się kłócił. Wziął kosu, o kamień polny spod płota od nigdy nie ruszany zaostrzył brzytwę ku pochwale zgonu dojrzałego żyta i w pole, ino koguta sapanie (bo stary to kogut) usłyszał, już w połowie drogi był na pole, właśnie wychodek z garnkiem nieopróżnionym żem minął. Czułem jak żywe tego kieratu znamiona na mym skroniu wyszły od wkurwienia i upału wiedzione spod, nad granicę skóry. Błękitne otocze dla krwi mej buzującej najlepszym dowodem mego utrapienia! Burka miałem za sobą, biegł ten pies jebany, co to go Stara moja przywlokła znad rzeki. Ukochałem jak syna jedynego, a ten głupotą mi się odpłaca, bo jak lis kury kradł, to ten go (bo to ona musi była, chyba że pies pederasta) zapiąć w zadek chciał podchodząc od zakrystii! Ot i tak to spokoju człowiek nawet w nocy nie zazna, bo kurwa czy to sąsiad, czy to Cygan mi przez furtkę zagląda - jeden czart! Już ani pies nie pomoże, ani Stara, co spod wąsa powietrze ciągnie, a ja spać toć muszę urobiony i zeskrobany do białej kości! Nic to. Idę ja przez te pole, a w zagajnik wejść musi, bo tędy droga najkrótsza na moje hektary. Tylko przekroczył granicę lasu, cisza zapadła. Ni skwar nie syczy, ni pies nie dyszy. Czuje chłód, a skwar jest. Powiew wiatru i mucha robaczywa ucho przeleciała. Słyszy trzask łamanych szyszek. Myślę, "kleszcz!". Potem, "głupiś". I wyszedłem z zagajnika tylko po to, ażeby potknąć się o mrowisko. Widział ja wtedy jak na filmie, co to spowolniony ruch taki. Jakbym stał z boku i patrzał na swoje wykrzywione, niedowierzania grymasem stargane oblicze, jak lecę w dół bezwolny, ryjem do ziemi skłoniony. Pierwszy wąs mój, a potem międzyzęby (bo gębę otwartą miałem, krzyczącą) ujrzały świeże gówno krowy leżące tam, parujące jeszcze. Własna mućka zgotowała posiłek mnie obleśny, ta sama, co to wczoraj uciekła, jak sąsiad mój batem smerać ją począł gdy granicę jego pastwiska naruszyła (a dałem ja mu popalić!). A krowa zmieszana uciekła w chuj, znaleźć jej nie mogłem. I ot masz... Znalazłem. Bladzina bezmleczna, z dobroci mego serca zacnego tylko w oborze trzymana! Chyba już się dziś nie narobię – myślę. Małego Mietka, syna wdowy po sołtysie z motyką na słońce poślę, a sam jakem mąż usiądę pod gruszą, cigareta odpalę i ze szklanką bimbru tak dnia następnego nieprzykryty nawet kocem doczekam. Bo wiedzieć Ty musisz ku sromocie mojej, że Stara lubi sobie ze mnie jaja robić, jak odpadnę, i że koca pozbawi na ziombie, to nic jeszcze... Znoju dni przeklętę!

3 komentarze:

  1. Pawełku, Twój blog zrobił na moim kompie tak piorunujące wrażenie, że po otwarciu strony biedak najpierw się zawiesił, potem wypluł komunikat o awarii firefoksa, a na koniec musialam go zrestartować :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Ha! Wiejski spleen ma niszczycielską moc i nie bierze jeńców ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. No i co się stało? Klinek na splinek?

    OdpowiedzUsuń